Szukaj

Trasa źródła Wisły – Kraków, czyli 3 dni na rolkach terenowych Skike

Sławomir Siedziński, 31 sierpień 2020
Trasa źródła Wisły – Kraków, czyli 3 dni na rolkach terenowych Skike

Zamysł wycieczki powstał w mojej głowie już dawno, jednak dość długo czekał na realizację. Jakby to było wyruszyć na rolkach terenowych Skike wzdłuż Wisły od źródeł aż do ujścia? Oczywiście nie za jednym razem, aż tyle wolnego czasu nie posiadam, ale etapami. Decyzję o pokonaniu tego odcinka ułatwił szlak rowerowy, który zwie się Wiślana Trasa Rowerowa. Został on wytyczony z myślą o rowerzystach, w znacznej części po wałach wiślanych. Ponieważ jego przebieg na Śląsku oraz w Małopolsce jest dość dobrze opisany, postanowiłem podążać właśnie nim. W końcu rolki terenowe nie są gorsze od rowerów i z pewnością pokażą na co je stać. Na pierwszy etap wycieczki, trwający 3 dni nie musiałem długo szukać towarzystwa. Krzysztof jak zwykle okazał się niezawodnym kompanem i z chęcią przystał na proponowaną trasę w ramach spędzenia nieco przedłużonego weekendu na rolkach terenowych.

Format podróży mamy już dość dobrze wypracowany z poprzednich wyjazdów. Cały ekwipunek niezbędny do przeżycia na trasie wieziemy w plecakach ze sobą. Znajdują się tam więc śpiwory, hamaki, tarpy na deszcz, niezbędne ubrania i części zapasowe, a także trochę jedzenia na kolacje i śniadania. Taki zestaw być może jest dość ciężki i z pewnością nie ułatwia jazdy, ale daje największą swobodę w wyborze miejsca postoju czy noclegu. Tak wyposażeni planowaliśmy jechać póki nam kondycja pozwoli. Pierwotnie bowiem, bardzo nieśmiało myśleliśmy o dotarciu do Krakowa w 3 dni.

Żeby łatwiej było śledzić przebieg wycieczki, tutaj znajdziesz mapkę.

Dzień 1. Przełęcz Szarcula - Zbiornik Goczałkowicki (ok. 77 km)

Chcieliśmy zacząć trasę od samych źródeł, w tym przypadku wybraliśmy na nie Czarną Wisełkę i jej wykapy. Jakoś musieliśmy się jednak dostać na miejsce startu. Tutaj niezawodna okazała się moja żona Ania, która poświęciła nieco sobotniego snu na wyprawę wyprawę samochodową do Wisły, wioząc ze sobą dwóch wariatów z wypchanymi po brzegi plecakami w bagażniku i z kijami oraz rolkami terenowymi w pudle na dachu. To dzięki niej mogliśmy naszą wycieczkę zacząć już z wysokości Przełęczy Szarcula położonej przy Kubalonce. Po krótkim pożegnaniu to tutaj zaczyna się nasza wyprawa.

Start wycieczki na Skike Wisla - Krakow
Zwarci i gotowi o poranku. Wprawa na rolkach terenowych wzdłuż Wisły startuje. | foto A. Siedzińska

Prolog - Przełęcz Szarcula – Schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą, czyli rolki terenowe w górach (ok. 9,7 km)

Z Przełęczy Szarcula ruszamy asfaltem w kierunku Stecówki. Zimą jeżdżą tędy konne kuligi, a także można się tu wybrać na narty biegowe. Teraz jest jednak pełnia lata i pomimo wczesnej pory słońce już zapowiada, jak upalny dzisiaj będzie dzień. Asfalt nie jest zbyt dobrej jakości, ale na rolki nadaje się wyśmienicie. Ten fragment pokonujemy bardzo sprawnie i żwawo. Szybko docieramy do pierwszego większego zjazdu i kierujemy się asfaltem na Pietroszonkę. Szczerze mówiąc, przeglądając mapy nie zwróciłem uwagi, że przy okazji stracimy dość dużo wysokości. Także zaraz po skręcie w lewo wpadamy na dłuuugie podejście, które cięgnie się w zasadzie przez całą Pietraszonkę. Wysiłek osładzają jednak widoki, które możemy podziwiać gdy tylko odwrócimy się przez prawe ramię. Wkrótce docieramy do zielonego szlaku, którym pniemy się do ostro do góry.

Podejście na rolkach Skike
Podążamy zielonym szlakiem. Jest stromo, ale rolki Skike V9 na kołach 200 m dają radę. | foto S.Siedziński

To najtrudniejszy fragment z całej wycieczki. To szlak pieszy z dość dużymi kamieniami, także pokonujemy go raczej tuptając, niż jadąc na rolkach. Ale ogólnie nie jest źle, bywaliśmy już w gorszych miejscach ;-) Po wytuptaniu wysokości robi się już trochę lepiej i da się miejscami jechać. Zjazd po szlaku to już prawdziwa radość. Warto zaznaczyć, że fragment ten nadaje się tylko dla osób bardzo dobrze jeżdżących na rolkach w terenie, gdyż jest naprawdę wymagający – dużo kamieni, błoto itp. Z dużymi plecakami przypomina to trochę ekwilibrystykę, ale dajemy radę. Szlak jest bardzo wciągający, toteż wkrótce przekraczamy Czarną Wisełkę i podchodzimy do Schroniska na Przysłopie pod Baranią Górą.

Rolki terenowe Skike nad Czarną Wisełką
Przekraczamy Czarną Wisełkę. Ten szlak nadaje się tylko dla doświadczonych miłośników rolek terenowych Skike. | foto K. Kapitan

Dalszy szlak do samych wykapów jest tak kamienisty, że musielibyśmy pokonywać go pieszo, więc odpuszczamy. Uznajemy, że bliżej źródeł, niż tutaj, nie można już być, mając na nogach rolki terenowe Skike. Jako że słońce zaczęło już niemiłosiernie grzać robimy przerwę w cieniu na zimne napoje i resetujemy licznik wyprawy.

Schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą – Wisła, czyli zjazdy na rolkach terenowych Skike nie stanowią problemu

Ze schroniska wyruszamy w wybornych humorach. Mamy bowiem przed sobą długi zjazd aż do Jeziora Czerniańskiego. Wybieramy na niego najłatwiejszą drogę, którą samochody podjeżdżają aż pod schronisko. Po parunastu metrach kamieni rozpoczyna się szutrowy zjazd. Trzeba na nim uważać na poprzeczne odwodnienia, które najlepiej przeskakiwać. Po kilku zakrętach docieramy do asfaltu i zaczynamy zjazd z szemrzącą po lewej stronie Czarną Wisełką. Droga asfaltowa ma świetne nachylenie, dzięki czemu nie trzeba zbyt dużo hamować, ani się odpychać. To czysto rekreacyjna jazda w dół. Dodatkowo napędza nas masa plecaków. Krzysztof jak zwykle odpala szósty bieg i po chwili widzę go tylko na dłuższych prostych. Po drodze mijamy turystów, którzy jak zwykle próbują zidentyfikować, jakie to dziwne pojazdy ich właśnie minęły.

Szybko docieramy nad Jezioro Czerniańskie, które okrążamy, by wjechać na zaporę. Do jeziora wpadają Czarna Wisełka i Biała Wisełka, a dopiero rzeka wypływająca z zapory to Wisła.

Jezioro Czerniańskie na Skike
Tu Czarna Wisełka wpada do Jeziora Czerniańskiego. | foto S. Siedziński

Czas więc zacząć prawdziwą wyprawę wzdłuż Wisły. Po kilku fotografiach ruszamy wraz z nurtem rzeki. Zjazd do miejscowości Wisła częściowo biegnie po szutrowych ścieżkach, ale w większości po asfaltowej drodze. Na szczęście obecnie cała Wisła jest rozryta remontami i na wielu odcinkach, które pokonujemy jest ruch wahadłowy. Dzięki temu udaje nam się znaleźć trochę wolnej przestrzeni do jazdy, a samochody tak bardzo nie dokuczają. Po drodze mijamy malowniczą Małą Zaporę na Wiśle, gdzie przez wąski mostek przedostajemy się na drugi brzeg.

Mała Zapora na Wiśle - Skike
Mijamy Małą Zaporę na Wiśle. Pogoda i widoki dopisują, a Skike V9 jadą niemal same.| foto S. Siedziński

Stąd jeszcze jest kawałek do centrum. Praktycznie całą Wisłę przejeżdżamy bulwarami nad rzeką. To mieszanka wszystkich nawierzchni – jest asfalt, mocno ubity szutr, a nawet czasami pojawia się kostka betonowa, na szczęście niezbyt jej dużo. Ruch turystycznych jak to w sezonie letnim – dość duży, chociaż udaje na się przejechać bez większych problemów. Dziś jest tak upalnie, że większość osób leży i wypoczywa nad brzegiem lub ochładza się w rzece.

Rolki terenowe w Wiśle
Przejazd wzdłuż Wisły na rolkach terenowych Skike to sama przyjemność. Dobrze ubite szutry świetnie nadają się na koła 200 mm. | foto S. Siedziński

Wisła – Skoczów, czyli rolkami terenowymi Skike na WTR

W Wiśle rozpoczyna się WTR – Wiślana Trasa Rowerowa. Gdzie dokładnie, nie jestem w stanie powiedzieć. Po prostu w pewnym momencie zaczynają nam towarzyszyć tabliczki z oznaczeniem szlaku. Staramy się nim możliwie wiernie podążać. Dzięki temu nie musimy co chwila zerkać do mapy czy smartfona, żeby sprawdzać czy wybraliśmy dobry kierunek jazdy.

WTR - Wiślana Trasa Rowerowa na Skike
Takich znaków będziemy szukać jadąc na rolkach terenowych wzdłuż Wisły. To oznaczenie WTR - Wiślanej Trasy Rowerowej. | foto S. Siedziński

Może w samej Wiśle nie ma się gdzie zgubić, ale w dalszej części podróży na pewno oznaczenie szlaku znacząco ułatwi nam nawigację. Co prawda już na samym początku zauważamy pewne mankamenty szlaku. Tabliczki są dość małe i wystarczy jedno nieprzycięte drzewo, żeby przeoczyć skręt. Na szczęście nie zdarza się to nam zbyt często. Przedzierając się przez kolejne remonty dróg w Wiśle docieramy w końcu do ścieżki biegnącej do Ustronia. Wjeżdżamy na szuter, całkiem przyjemny na rolki terenowe z kołami 200 mm. Miejscami zacieniona ścieżka osłania nieco od słońca.

Na wjeździe do Ustronia zatrzymujemy się na krótki postój, dając wytchnienie plecom, nieprzyzwyczajonym do radzenia sobie z ciężkimi plecakami na rolkach terenowych. Ustroń wita nas tłumami ludzi, ale jednocześnie gładkim jak stół asfaltem. Szeroka aleja z osobnym pasem dla rowerów i pieszych pozwala sprawnie wymijać licznych turystów.

Ustroń na rolkach terenowych Skike
W Ustroniu panuje nieco większy ruch, ale szerokie ścieżki, gładkie niczym stół, pozwalają na szybkie i wygodne przemieszczanie się na rolkach terenowych. | foto S. Siedziński

Gnamy więc wzdłuż Wisły w kierunku Skoczowa. Nad rzeką co chwila mijamy malownicze trawiaste plaże pełne ludzi. Sztuczne kaskady na Wiśle dodają widokom uroku i jednocześnie pokazują, jak duży spadek ma Wisła na początku swojego biegu. Wystarczy powiedzieć, że wyraźnie odczuwamy go na własnych nogach. Mimo ciężki plecaków rolki aż rwą się do jazdy. Wyraźnie czuć na tym odcinku, że jedzie się nieco z górki, goniąc nurt Wisły. Fragment trasy z Ustronia do Skoczowa jest bardzo przyjemy, a ruch nieco mniejszy niż w mijanych wcześniej miejscowościach turystycznych. Po drodze spotykamy tez różne nawierzchnie- nieco gorsze szutry, płyty betonowe, ale też całkiem sporo asfaltu idealnego na rolki terenowe.

Skoczów – Ochaby, czyli skikowcy polecają schaby!

W Skoczowie Wisła nabiera nieco szerokości, a my w tajemniczy sposób gubimy szlak WTR. Dzięki temu wyjeżdżamy zarośniętą przez krzaki ścieżką wprost na remontowane torowisko kolejowe. Przechodzimy je bez problemu i kontynuujemy jazdę do najbliższego mostu, bo podejrzewamy, że właśnie na wcześniejszym przejściu przez rzekę mogliśmy zgubić szlak. I rzeczywiście, oznaczenia odnajdujemy na wschodnim brzegu.

Skoczów na rolkach terenowych Skike
W Skoczowie nieco zgubiliśmy szlak. W tle most kolejowy i remontowana linia, którą przechodziliśmy na rolkach Skike. Tutaj Wisła się już nieco poszerza. | foto S. Siedziński

Już mamy się puścić asfaltem, kiedy w moich rolkach terenowych Skike „wybulwia się opona”, co czuję na hamulcu. Puścił nieco wewnętrzny oplot, a więc oponę trzeba jak najszybciej zmienić. Mamy oczywiście niezbędny zapas ze sobą, także rozkładamy się w cieniu rzucanym przez krzaki i przystępujemy do zmiany opony. Wkrótce możemy ruszać dalej. Tuż przed odjazdem zagaduje nas pan, który usilnie chce nam pokazać zdechłe zwierzę w Wiśle. Niekoniecznie mamy ochotę na oglądanie padliny, więc bardzo dziękujemy i jedziemy w dalszą trasę.

Póki co jedzie się bardzo dobrze, chociaż upał jest niemiłosierny, przekraczający nawet 30 stopni w cieniu. Stąd też, po paru godzinach jazdy obiecujemy sobie wkrótce odpoczynek i porządny posiłek. Nasz wybór po krótkiej konsultacji Krzysztofa z mapami w smartfonie pada na Ochaby. Po minięciu kempingu Ochaby przejeżdżamy przez most na chwilę zmieniając brzeg Wisły na zachodni i udajemy się do Zajazdu na Kamieńcu. To naprawdę super miejsce z przepysznym jedzeniem w bardzo przystępnych cenach. Bez ogródek bierzemy po schabowym, żeby szybko uzupełnić stracone kalorie. To bardzo dobry wybór. Na nasze nieszczęście zaraz obok stolików ustawionych na zewnątrz stoją dwa leżaki. Po obiedzie to bardzo niebezpieczna rzecz. Wyciągamy w nich kości i trawimy obiad przez następne pół godziny. W końcu musimy jednak ruszać w dalszą trasę. Bierzemy więc sprzęt i podchodzimy jeszcze do pobliskiego sklepu w celu uzupełnienia wody. To najprawdopodobniej nasz ostatni sklep dzisiaj, więc wody musi starczyć zarówno na wieczorne i poranne gotowanie, jak i przejazd. 3 kilogramy cennego płynu na plecak robią różnicę. Tak dociążeni powoli ruszamy w dalszą drogę.

Ochaby - Zalew Goczałkowicki

Z Ochabów jeszcze chwilę podążamy ściśle wzdłuż Wisły, jednak wkrótce WTR oddala się od rzeki i prowadzi nas wiejskim drogami. Słońce opada coraz niżej nad horyzontem, dzięki czemu pejzaże polskiej wsi zyskują magiczne oblicze. Pola, lasy, pastwiska i gdzieniegdzie gospodarstwa sprawiają, że ten odcinek trasy jest niezwykły.

Rolki terenowe Skike na polach
Schyłek lata na polskiej wsi to cudowne widoki. Słońce, lekki wietrzyk i rolki terenowe na nogach. Czegóż chcieć więcej? | foto S. Siedziński

Po drodze przejeżdżamy pod paroma liniami kolejowymi. Zataczając duży łuk, trasa kieruje nas na Zbiornik Goczałkowicki. Na początku dnia zupełnie nie myśleliśmy, że będzie szansa do niego dotrzeć, jednak teraz wydaje się to bardzo realne. Co prawda ja zaczynam już gonić ostatkiem sił, jednak Krzysztof, dzięki super mocy schabowego, ciągnie nas dzielnie dalej i nadaje dobre tempo. Wkrótce asfalt się kończy. Zanim z niego zjedziemy podstawiam sobie kij pod rolkę i łamię grot. Jesteśmy już jednak tak blisko celu, że nie zatrzymujemy się na wymianę. Zresztą zaraz wpadamy na szutry i betonowe płyty prowadzące wprost do zbiornika. Ta część trasy to akurat lekkie odbicie od szlaku rowerowego WTR, jednak chcemy jeszcze dziś zobaczyć taflę zbiornika, więc wybieramy najkrótsza drogę ku wodzie. Dodatkowo zjeżdżamy z asfaltu w drogę leśną. Na niej brak widii nie jest aż tak odczuwalny.

Nad brzeg Zbiornika Goczałkowickiego docieramy pod sam wieczór. My jesteśmy na południu, a z północy nadciągają chmury. Gdzieś w oddali zaczyna też grzmieć.

Rolki terenowe Skike - Zbiornik Goczałkowicki
W końcu docieramy na rolkach Skike nad Zbiornik Goczałkowicki. Zaraz zacznie robić się ciemno, a w oddali słychać grzmoty więc czas poszukać schronienia. | foto S. Siedziński

Chociaż niebo nie wygląda najgorzej, wiatr na brzegu mocno przybiera na sile. Ewakuujemy się więc i zaczynamy jechać głębiej w las, szukając miejsca na rozwieszenie hamaków. W czasie poszukiwań dogodnego miejsca zaczyn kropić, padać i lać z nieba. W pośpiechu rozwieszamy w tej nawałnicy tarpy, żeby choć trochę osłoniły nas przed deszczem. Udało się ochronić plecaki przed deszczem, ale sami jesteśmy cali mokrzy. W sumie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki tej ulewie mamy zaliczony prysznic po całym dniu na rolkach. Ostatecznie udaje nam się jakoś zainstalować tarpy i hamaki. Deszcz nie ma jednak zamiaru odpuszczać i uparcie wali kroplami w nasze zadaszenie. W międzyczasie zapada zmrok. Jeszcze tylko skromny posiłek, toast z udany dzień i można iść w końcu spać.

Dzień 2. Zbiornik Goczałkowicki – Rozkochów (ok. 73 km)

Zbiornik Goczałkowicki - Brzeszcze

Ranek nie nastraja nas zbyt dobrze. Cały czas pada, więc zawijamy się tylko jeszcze bardziej w śpiwory i przeciągamy wstawanie o dobre dwie godziny.

Obóz turystyczny Skike
Rozbijany w pośpiechu obóz może nie jest wzorowym przykładem biwakowania, ale zapewnił nam wygodne miejsce do spania i osłonił przed deszczem. | foto S. Siedziński

W końcu deszcz ustaje i nawet zaczyna przebijać się słońce. Po śniadaniu zwijamy nasz dobytek. Oczywiście przez pogodę nic nie wyschło i wszystkie przemoczone wczoraj rzeczy nadal można niemal wykręcać z wody. Pakujemy jednak wszystko do plecaków i jedziemy znów nad brzeg Zbiornika Goczałkowickiego, żeby zacząć nowy dzień od plaży. Słońce coraz bardziej świeci, a nam jednocześnie znacznie poprawiają się humory. Ruszamy więc w dalszą trasę. Pierwsze kilometry pokonujemy po betonowych płytach, z których wydostajemy się na asfalt.

Rolki terenowe Skike na betonowych płytach
Na południowym brzegu Zbiornika Goczałkowickiego trafimy na wiele dróg wykonanych z betonowych płyt. O dziwo są ułożone na tyle równo, że przejazd po nich na rolkach terenowych Skike nie stanowi problemu. | foto S. Siedziński

Po chwili jesteśmy już na zaporze. Tutaj panuje trochę większy ruch, ale szeroki asfalt pozwala na wygodną jazdę. To miejsce, które w słoneczne weekendy zazwyczaj przeżywa oblężenie spacerowiczów, rowerzystów i rolkowców. To stąd można też się wybrać na północ, do Pszczyny, wygodną asfaltową ścieżką rowerową. My jednak zjeżdżamy z zapory i kierujemy się na wschód.

Zapora Goczałkowicka na rolkach terenowych Skike
Zapora Goczałkowicka - warto ją zobaczyć, jeśli jesteśmy w pobliżu. To także dobre miejsce na pierwsze kroki na rolkach Skike, szczególnie jeśli akurat nie ma zbyt dużo ludzi. | foto S. Siedziński

Zaraz pod zaporą trafiamy ponownie na nasz szlak – WTR. W pierwszym napotkanym lokalu robimy małą przerwę. Uzupełniamy wodę i raczymy się chłodnymi napojami. Wiemy, że przed nami trochę szutrów, ponieważ ten fragment jechaliśmy przy okazji innej wycieczki na rolkach terenowych Skike – kiedy jechaliśmy z Bielska-Białej do Pszczyny. Ruszamy więc w pełnym słońcu dalej. Wkrótce docieramy do znanych szutrów. Po kilku kilometrach trafiamy też na niespodziewane zwężenie. Wąska ścieżka prowadzi przez zarośla na odcinku jakiś 500 m. Dla nas to nie problem, jednak osoba, która wybierze się na Wiślaną Trasę Rowerową z szeroką przyczepką dla dzieci musiałaby zawrócić. Pomimo że odcinek ten biegnie po wałach, nie jest aż tak malowniczy jak ten położony w górnym biegu rzeki. Wody praktycznie nie widzimy, bo jest od nas oddalona o kilkadziesiąt merów.

Rolki terenowe Skike na WTR
Nieprzewidziane zwężenie na trasie WTR. Rolki terenowe Skike dają radę wszędzie. | foto K. Kapitan

Wkrótce wyjeżdżamy na asfalt. Przed nami Czechowice-Dziedzice. Szlak WTR jest tutaj poprowadzony w miarę możliwość bocznymi drogami przez spokojniejsze dzielnice, więc na ruch samochodowy nie mamy co narzekać, tym bardziej, że to niedziela. W zasadzie całość przejechalibyśmy błyskawicznie, gdyby nie zmyłka na jednej z ulic. Po prostu nie zauważyliśmy drogowskazu, który przesłoniły rosnące za płotem krzaki i drzewa. Na szczęście nie ujechaliśmy za daleko i powrót na właściwą trasę nie zajął nam dużo czasu.

Po drogach na Skike
Znaczna część szlaku WTR prowadząca po drogach publicznych to na szczęście odcinki o bardzo małym natężeniu ruchu, szczególnie w weekendy. | foto S. Siedziński

Za miastem kusi nas swym urokiem jeziorko znajdujące się tuż przy drodze. Zjeżdżamy na chwile na trawę, żeby nieco odsapnąć. Na drugim brzegu widzimy świetnie przygotowaną plażę – to Ośrodek Rekreacji i Sportów Wodnych w Kaniowie. Dziś miało być nieco chłodniej niż pierwszego dnia, ale na razie, jadąc niemal w pełnym słońcu zbytnio tego nie odczuwamy. Po krótkiej przerwie zbieramy się w dalszą drogę. Przez dłuższy czas prowadzi ona asfaltowymi drogami, ale tutaj ruch też nie jest zbyt duży. Droga przebiega malowniczo między innymi pomiędzy stawami hodowlanymi. Następnie przemykamy przez Brzeszcze, aby wpaść do zielonego kompleksu znajdującego się nieco dalej na północy. To kolejne miejsce na odpoczynek. Tutaj też pojawia się wiele oznaczeń szlaków rowerowych BNR (Brzeszcze na Rowerze) na takim samym pomarańczowym tle jak nasz WTR. Musimy zachować czujność, żeby znowu nie szukać szlaku, choć i tak w jednym miejscu gubimy oznaczenia. Na szczęście po małym kółku i konsultacji z GPS-em bez problemu wracamy na trasę.

Oświęcim - Rozkochów, czyli kiedy skończy się ten asfalt

Kolejnym punktem wyprawy jest Oświęcim do którego prowadzi szlak rowerowy WTR, odbiegający nieco do Wisły. To tu zaplanowaliśmy główny posiłek dnia. Trafiamy do pierwszego punktu gastronomicznego, jaki pokazuje nam się w pobliżu trasy. Choć szyld głosi „Dania barowe”, na miejscu dowiadujemy się, że dostaniemy tu także zupę pomidorową, klasycznego schaboszczaka, a także piersi z kurczaka w panierce. Taka informacja sprawia, że od razu ściągamy plecaki i zajmujemy miejsca przy stoliku na zewnątrz. Dziś wyruszyliśmy w trasę dość późno, więc jesteśmy już solidnie głodni. Jak to zwykle bywa, ucinamy sobie z właścicielem gospody pogawędkę o naszych dziwnych sprzętach – rolkach terenowych Skike i o tym dokąd zmierzamy. Po długim postoju czas ruszać w drogę. Musimy jeszcze tylko znaleźć sklep, żeby zaopatrzyć się w wodę oraz małe co nieco na śniadanie kolejnego dnia. Niestety Google Maps pokazuje nam, że wszystkie sklepy przy naszej trasie są w niedzielę zamknięte. Ostatnią deską ratunku pozostaje więc stacja benzynowa, do której docieramy po krótkiej przejażdżce. Na szczęście jest dobrze wyposażona i w zasadzie czujemy się w niej, jak w mini markecie, kupując z półki świeże pieczywo. Tak zaopatrzeni mamy jeszcze do pokonania bulwary nad Sołą w Oświęcimiu. Ścieżka prowadzi tu częściowo asfaltami, a częściowo niestety betonową kostką. Na szczęście te odcinki nie są zbyt długie. Dzięki tym ścieżkom przejazd przez Oświęcim jest bardzo komfortowy, pomimo tego, że przemieszczamy się niemal przez samo centrum.

Tuż za miastem docieramy w końcu do Wisły i przekraczamy jej nurt mostem. Na północnym brzegu zaczyna się ścieżka rowerowa poprowadzona wałami.

Oświęcim - Wały Wiślane na Skike
Za Oświęcimiem wjeżdżamy na wały wiślane. Stąd zaczyna się bardzo długi odcinek asfaltowy. Dobry wybór dla miłośników szybszej i płynnej jazdy na rolkach terenowych. | foto S. Siedziński

To bardzo długi odcinek z perfekcyjnym asfaltem i przepięknymi widokami. To one przytrzymują mnie na rolkach. Nie powiem – ostatnie kilometry tego dnia są ciężkie, a ręce nie chcą już pchać. Dodatkowo demotywująco działa na mnie gładki jak stół asfalt, no i wały, ciągnące się przed nami kilometrami. Przez to, że biegną zakolami wzdłuż rzeki, często widzimy rowerzystów, którzy jadą jakiś kilometr czy dwa przed nami. Przez to nie można sobie wyznaczyć krótkich odcinków do pokonania – takich jak „do tego drzewa”, „do zakrętu”, „za kolejne wzniesienie”. Za każdym razem miało się świadomość, że przed Tobą jeszcze długi odcinek po asfalcie, bez żadnego urozmaicenia. Stąd też polecam pokonywać tę trasę na świeżo, a nie po całym dniu jeżdżenia na rolkach terenowych. Na pewno dużym plusem są tutaj widoki na rozległe tereny zalewowe oraz na samą Wisłę. W promieniach zachodzącego słońca wyglądały wprost bajecznie.

Wały wiślane na rolkach terenowych Skike
Ostatni odcinek drugiego dnia wyprawy na rolkach terenowych Skike to już duże zmęczenie. Na szczęście naszą uwagę odwracają piękne krajobrazy. | foto S. Siedziński

Pod koniec tego odcinka przejeżdżamy pod drogą wojewódzką 781 (na północ od Zatoru) i wpadamy na objazd droga publiczną, ponieważ dalsza część ścieżki rowerowej jest aktualnie w budowie. Jest to jednak na tyle rzadko uczęszczany odcinek, że w zasadzie nie ma różnicy czy jedziemy nim, czy ścieżką rowerową.

Do miejsca noclegowego docieramy już niemal o zmroku. To wypatrzony wcześniej na mapach MOR – Rozkochów, czyli Miejsce Obsługi Rowerzystów. To punkt przystankowy zaprojektowany specjalnie dla rowerzystów. Znajdziemy w nim wiatę, ławki do siedzenia, miejsce z rusztem do zrobienia grilla, a także toaletę. Ten przy miejscowości Rozkochów jest naprawdę zadbany. Widzimy jednak, że kawałek dalej znajduje się znacznie lepsze miejsce na spędzenie nocy w hamakach. Trawiasta plaża nad starorzeczem Wisły i kilka drzew z dala od wody zachęcają nas do rozbicia się właśnie w tym miejscu. Na miejsce prowadzi droga wysypana tłuczniem, której nie sposób już pokonać na rolkach. W weekendy pewnie jest tutaj problem z miejscem, bo całość przygotowana jest dla wędkarzy. W niedzielny wieczór na szczęście nie ma tu nikogo poza nami.

Po rozwieszeniu hamaków mamy mała wizytę. Okazuje się że to Straż Rybacka sprawdza, czy przez przypadek nie zamierzamy łowić. Dostajemy przy okazji pozwolenie na spędzenie tutaj nocy. Okazuje się bowiem, czego nie zauważyliśmy wcześniej, bo o zmroku tablica była słabo widoczna, że teren ten jest częścią ośrodka strażackiego. Pan strażnik na szczęście nie robi nam żadnych problemów i możemy biwakować dalej. Tego wieczora w końcu mogliśmy rozwiesić i nieco podsuszyć nasze przemoknięte od poranka rzeczy i tarpy.

Rolki terenowe Skike koło MOR Rozkochów
A tak obozowaliśmy koło MOR Rozkochów. To super miejsce na hamaki i przystanek w czasie podróży! | foto S. Siedziński

Jak zwykle dzień kończy się na nocnych rozmowach, wspomaganych rozgrzewającymi napitkami ;-) Szybko jednak urywa nam się film, bo tak długi dystans na rolkach terenowych Skike drugi dzień z rzędu skutecznie wyciągnął z nas wszystkie siły.

Dzień 3. Rozkochów – Kraków (Tyniec) (ok. 46 km)

Poranek wita nas pięknym słońcem i lekkim wietrzykiem. Zapowiada się idealna pogoda na rolki terenowe. Po śniadaniu nie chce się nam zbytnio zbierać, ale po krótkim wyleżeniu w hamakach zaczynamy się zbierać. Na dziś przewidzieliśmy już dość krótki odcinek – mamy dotrzeć do Krakowa, co pozwoli nam zamknąć pierwszy etap Wiślanej Trasy Rowerowej, a w zasadzie dla nas WTS – Wiślanej Trasy Skikowej. Dzień zaczynamy od objazdu.

Objazd WTR rolki Skike
Niestety to nie jedyny objazd na trasie szlaku WTR. Na szczęście nie są one bardzo uciążliwe, choć dość mocno oddalają nas od Wisły. | foto S. Siedziński

Wały po których dotarliśmy tu poprzedniego dnia, są w dalszym przebiegu w remoncie, więc znaki prowadzą nas objazdem przez okoliczne wsie. W sumie to i tak dobrze, bo znów musimy podjechać po wodę do sklepu. 3 litry schodzą bardzo szybko, kiedy używamy ich do picia i gotowania kolacji. Drogi choć publiczne, to są bardzo mało ruchliwe, przez co jedzie się bardzo przyjemnie. Przystanek wypada dopiero po kilku kilometrach w Okleśnej. Stąd nieco bardziej ruchliwym fragmentem dojeżdżamy znów do brzegów Wisły. Po drodze mijamy prom samochodowy i kierujemy się na wschód. Wkrótce rozpoczynają się jedne z poważniejszych podjazdów na trasie. Wspinamy się cały czas do góry aż do miejscowości Kamień. Kilkadziesiąt metrów przewyższenia zyskujemy może nie z lekkością motyli, ale też nie wspominam tego podjazdu jakoś strasznie. Jest długi, często korzystam z kroku klasycznego, ale w sumie bardzo przyjemnie się go podjeżdża. Na a w Kamieniu zaczyna się zjazd. I też jest długi i przynosi dużo frajdy. Całość biegnie w ruchu ulicznym, toteż znów mamy szczęście, że jest tu dość mały ruch.

W szybkim tempie znów docieramy nad Wisłę i przekraczamy ją podziwiając zaporę wodną i elektrownię w Łączanach. Być może nie jest to Tama Trzech Przełomów, ale ilość wody przelewająca się przez zaporę w każdej sekundzie robi wrażenie.

Elektrownia wodna w Łączanach na Skike
Przejeżdżamy przez zaporę i elektrownię wodną w Łączanach. Słońce i lekki wiatr w plecy to idealna pogoda na rolki terenowe Skike. Pewnie dlatego miejscami osiągamy prędkość zbliżoną do 20 km/h. | foto S. Siedziński

Stąd jeszcze kawałek wzdłuż rzeki podążamy wąskimi asfaltami, na których w zasadzie nie ma ruchu, a następnie wpadamy na wały i równą jak stół ścieżkę rowerową. Obiecująco wyglądają po drodze znaki, że już za parę kilometrów będzie „Ranczo Fortuna”. Perspektywa odpoczynku z zimnymi napojami w ręce motywuje do przyspieszenia. Jesteśmy mocno zwiedzeni, gdy okazuje się, że na miejscu jest już wszystko zamknięte. No cóż, musimy obejść się smakiem i ruszamy dalej. Pomimo tego, że dziś jest najchłodniejszy dzień z całej wyprawy, to i tak słońce daje się nam we znaki, więc zarządzamy odpoczynek na drodze w cieniu drzew. Kolejny postój wypadnie dopiero w Ochodzy, gdzie znajdziemy w końcu otwarty sklep spożywczy. Stąd kierujemy się wałami na Samborek (dzielnica Skawiny). Niestety stąd do Tyńca prowadzi objazd WTR wytyczony po drogach publicznych.

Kładka rowerowa nad Skawinką na Skike
Kładka rowerowa nad Skawinką otwarta, niestety szlak WTR po drugiej stronie zamknięty. Trzeba skorzystać z niezbyt przyjemnego objazdu po mocno ruchliwej drodze. | foto S. Siedziński

Szczerze mówiąc był tu chyba największy ruch samochodowy z całej trasy. Szczególnie nieprzyjemny jest podjazd na wzgórza pomiędzy Tyńcem a Skawiną. Wąska droga, w większości bez pobocza sprawia, że samochody mijają nas niemal na styk. Z pewnością mogę wszystkim odradzić ten odcinek, nawet do podróżowania rowerem i dziwię się, że ktoś wyznaczył go na objazd WTR. Spoglądając na mapy widać tam całkiem sporo bocznych dróg, więc jeśli tylko ma czas, to można spokojnie poszukać innej drogi. My jednak dążymy już do końca trzeciego etapu, więc jedziemy zgodnie z oznaczeniami. Po drodze mijamy tablicę a napisem Kraków, więc jednak dotarliśmy aż tutaj. Ostatecznie kończymy naszą wycieczkę niedaleko Opactwa Benedyktynów w Tyńcu, niemal nad brzegiem Wisły. Daliśmy radę!

Podsumowanie wyprawy na rolkach terenowych Skike po WTR

Czy warto było się wybierać w tak długą podróż na rolkach terenowych? Z całą pewnością tak! Bycie w podróży to coś wspaniałego, szczególnie jeśli nie jest się ograniczonym przez zarezerwowane noclegi. Dzięki hamakom zyskaliśmy dużo swobody co do planowania odpoczynków i długości planowanych etapów. Ostatecznie udało nam się zrealizować cel, który na początku nieśmiało pojawiał się w naszych głowach, czyli dotrzeć od źródeł Wisły aż do Karkowa.

Jeśli chodzi o sam przebieg szlaku to uważam go za bardzo interesujący. Być może nie nazwałbym go idealnym, ale z pewnością przebiega przez ciekawe turystycznie i widokowo tereny. Z drobnych niedociągnięć z pewnością wymieniłbym oznakowanie szlaku, które w pewnych momentach nie istnieje lub jest zarośnięte. Przeszkadzają też fragmenty w budowie, które trzeba omijać objazdami, ale w sumie dzięki temu można pozwiedzać polskie wsie. Także oznaczenia odległość do kolejnych miejscowości są ustawiane bardzo różnie. Czasami brakuje ich przez kilkadziesiąt kilometrów. Te drobne niedogodności można z łatwością naprawić poprzez konsultację ze smartfonem i sprawdzeniem przebiegu szlaku na tracku GPS. Jeśli poszukujemy ciekawej trasy to z pewnością WTR jest dobrą propozycją. Warto zaznaczyć, że trasę pokonywaliśmy na rolkach terenowych Skike V9 Fire i Tour z kołami 200 mm. Na takim sprzęcie żaden teren po drodze nie stanowił dla nas większego wyzwania. Przy mniejszych kołach na pewno odcinki szutrowe będę wymagały włożenia znacznie większej siły w ich pokonanie, jednak powinny być jak najbardziej przejezdne.

Sam szlak WTR to również dobra inspiracja na krótsze wycieczki, jeśli zdecydujemy się pokonać tylko wybrany fragment trasy. Odpowiednio dobierając odcinek, możemy cieszyć się zarówno pięknymi szutrami, jak i gładkim asfaltem – kto co woli. Warto przy tym zaznaczyć, że większość odcinków na wałach jest oznaczona jako ścieżka rowerowa, więc na rolkach jesteśmy tam niejako intruzami. Na szczęście mały ruch i wyrozumiałość rowerzystów, którzy często dawali znać, kiedy chcieli nas minąć, pozwala sądzić, że zupełnie im na tej ścieżce nie przeszkadzamy.

Mam nadzieję, że ten świetnie spędzony czas będzie pierwszym etapem dłuższego projektu. Zostało bowiem jeszcze wiele odcinków WTR do pokonania. Także liczę na Ciebie Krzysztof, że w końcu dotrzemy nad Bałtyk i domkniemy tą niesamowitą przygodę, rozpoczętą przy źródłach Wisły pod Baranią Górą!

A na deser film z całego przejazdu:

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów