Blog o rolkach terenowych Skike i nie tylko

Tutaj znajdziesz artykuły o wszystkim, co jest związane z rolkami terenowymi. Piszemy na podstawie własnych doświadczeń. Sprawdź testy sprzętu, relacje z wypraw, porady odnośnie serwisowania rolek terenowych, a także szczegóły dotyczące techniki jazdy.

Posty o rolkach terenowych
Wschodnia część Kotliny Kłodzkiej i Śnieżnik na rolkach terenowych Skike 0
Wschodnia część Kotliny Kłodzkiej i Śnieżnik na rolkach terenowych Skike

W dzień przed wyjazdem jak zwykle na głowę spada wiele rzeczy do załatwienia, więc ostateczne pakowanie zostawiam na wieczór. W sumie wyjazd na 4 dni będzie najdłuższą dotychczasową wyprawą na rolkach terenowych. Mamy spać w lesie na hamakach, więc do plecaka trzeba zmieścić całkiem sporo rzeczy. Z kompaktowym pakowaniem ekwipunku mam zawsze problem i zabieram ze sobą zbyt wiele rzeczy. Nie inaczej jest tym razem. Chociaż kupiłem nieco mniejsze zadaszenie czy mam bardzo kompaktową kuchenkę, wszystko jakoś nie chce zmieścić się do plecaka. Upycham, upycham, a plecak i tak nie chce się domknąć, pomimo tego, że ma pojemność blisko 50 litrów. Nic to, wyrzucam więc kolejne rzeczy. Niepotrzebne skarpety, koszulkę, bluzę i parę innych rzeczy. W końcu udaje się zapiąć klapę plecaka. Będzie dobrze. A tymczasem zegar wskazuje, że jest już sporo po północy. Czas spać, bo o 5 rano mam pociąg do Opola. Kładę się i nastawiam budzik na 4:30. Leżę z kwadrans i w głowie świta mi myśl – zaraz, zaraz, budzik mam na 4:30, pociąg 5:08 i w tym czasie mam jeszcze dojechać na rolkach z Chorzowa na dworzec w Katowicach. Aaa, no tak, budzik muszę przestawić na 3:30. Dobrze, że teraz mnie oświeciło, a nie rano. Zamykam oczy…

Nie wiem jak szybko zasnąłem, ale już dzwoni budzik. Trzeba wstawać. 4:00 jestem już na ulicy i zapinam rolki. Plecak ciąży i pierwsze metry pokonuję niezbyt pewnie, ale wkrótce przypominam sobie jak to jest jeździć z takim ciężarem na plecach. Chłodne powietrze szybko mnie budzi i już mknę przez pusty Park Śląski. Za niedługo jestem w Katowicach i już widzę , że na pociąg zdążę bez problemu. Na peronie ludzie zerkają raz po raz na kije w jednej ręce i rolki w drugiej ręce. No cóż, taki to sport, że wszędzie wzbudza zainteresowanie. Droga do Opola mija bardzo szybko. Na dworcu spotykam się z Wojtkiem. W zeszłym roku nie mógł pojechać z nami całej wycieczki po zachodniej części Kotliny Kłodzkiej, ale tym razem wszystko się dobrze ułożyło. Już samochodem ruszamy w kierunku Złotego Stoku. Tematów do obgadania mamy sporo, więc nawet nie wiemy kiedy zleciały te kilometry i już wjeżdżamy na parking przy kopalni złota. Tutaj czeka na nas Krzysztof, więc nasza ekipa na wyprawę jest w komplecie. Jak zawsze niezawodna i gotowa na nowe wyzwania. Zostawiamy więc jeden samochód w Złotym Stoku i drugim udajemy się do Międzylesia, gdzie mamy zacząć naszą 4-dniową przygodę.

Rolki terenowe Skike w samochodzie
W drodze na start. Samochód wypakowany sprzętem, a my w dobrych humorach zmierzamy w kierunku Międzylesia. | foto S. Siedziński

Dzień pierwszy Międzylesie - Śnieżnik - Dolina Kamienicy

Naszą wyprawę zaczynamy na brukowanym parkingu w samym centrum Międzylesia. 4 dni spędzimy w trasie, nocując po drodze w lasach, więc plecaki są wypełnione po brzegi sprzętem. Nieczęsto jeździ się z takim ekwipunkiem na rolkach terenowych, więc pierwsze metry, a nawet kilometry to czas na przyzwyczajenie się do nadmiarowego ciężaru. Każdy dźwiga bowiem na plecach dodatkowe 12-14 kg.

Start wyprawy na Śnieżnik na rolkach terenowych Skike
Ekipa w komplecie, słońce świeci, możemy ruszać! Ale wspólna fotka przed startem musi być :-) | foto S. Siedziński

Na szczęście pierwsze kilometry naszej trasy prowadzą asfaltową drogą w kierunku Jodłowa. To między innymi na części tej trasy rozgrywane były zawody uphill z cyklu Vexa Skiroll Tour. Brałem w nich udział już ładnych parę lat temu, ale niektóre fragmenty trasy wracają we wspomnieniach. Teraz pokonujemy je jednak znacznie wolniej i na luzie.

Asfaltem przez Pisary i Jodłów na rolkach terenowych Skike
Pierwszy etap naszej wycieczki prowadzi gładkim, chociaż miejscami stromym asfaltem przez Pisary i Jodłów. Wyśmienity odcinek, żeby się rozgrzać i przyzwyczaić do plecaków. | foto S. Siedziński

W pewnym momencie dojeżdżamy do robót drogowych. Przed nami spora część podjazdu po tarce, pozostałej po zerwanym, starym asfalcie. Wkrótce dojeżdżamy do maszyn układających nową nawierzchnię. Na szczęście na poboczu jest tyle miejsca, że możemy się przedostać dalej. Człapiemy więc w trawie i piachu, a obok nas walce wyrównują dymiący jeszcze asfalt. Na szczęście odcinek ten nie jest zbyt dług i zaraz znów możemy wyjechać na drogę. Ci którzy przyjadą tu po nas, będą już mieli do dyspozycji idealnie gładkie podłoże.

Asfaltem przez Pisary i Jodłów na rolkach terenowych Skike
No to jeszcze wspólne zdjęcie na asfaltowym odcinku :-) | foto S. Siedziński

Wreszcie docieramy do końca asfaltu i tutaj, na parkingu robimy sobie mały postój na przekąski i napoje. Właśnie w takich momentach ujawnia się też charakter naszej wycieczki. Nikt nie zamierza nikogo poganiać. Tempo mamy iście turystyczne. Nie znaczy to, że nie wymagające odpowiedniego przygotowania kondycyjnego, ale daleko nam do zadyszki. Jedziemy tak, żeby się zmęczyć, ale z przyjemnością. Wiec jak potrzebujemy postoju to po prostu stajemy. Tak jak tutaj!

Odpoczynek w drodze na Śnieżnik na rolkach terenowych Skike
Nieco dłuższy odpoczynek na końcu asfaltu, już za Jodłowem. Z plecaków wyciągneliśmy kanapki, wafelki i inne wspomagacze, żeby doładować się przed szutrowym i kamienistym szlakiem rowerowym w kierunku Śnieżnika. | foto S. Siedziński

Pogoda dopisuje więc z tym większą przyjemnością zajadamy wafelki czy chleb z pasztetem. Trzeba nabrać sił przed podejściem do Schroniska PTTK Na Śnieżniku (które tak naprawdę znajduje się 200 m poniżej szczytu).

W końcu ruszamy i od razu wpadamy na szutrową drogę, która pnie się do góry. Krótko mówiąc, jest co podchodzić. Ze względu na nawierzchnię wędrujemy krokiem klasycznym.

Śnieżnik na rolkach terenowych Skike
A tu już zjechaliśmy z asfaltu w teren. Początkowo droga była całkiem niezła... | foto S. Siedziński

Choć jest to szlak rowerowy, to typowo na rowery górskie. Na naszych rolkach, pomimo największych kół stosowanych w tego typu sprzęcie, idzie się nie najłatwiej, ale jest to możliwe. Droga jest długa, a przed nami seria postojów – a to na zdjęcia, a to na łyk wody, a to, żeby trochę zbić wysokie tętno.

Widok na Śnieżnik
Widok na nasz dzisiejszy cel – Śnieżnik (1423 m n.p.m.). Jeszcze zostało trochę do podejścia. | foto S. Siedziński

Teren też się zmienia, bo jest i szuter i kamienie, po których trzeba w zasadzie chodzić, a nie jeździć, więc tempo mamy praktycznie takie, jak piesi. Na szczęście my mamy w perspektywie późniejsze zjazdy.

Takim spokojnym tempem mijamy między innym szlak na Mały Śnieżnik. Tutaj teren nieco się się wypłaszcza, a miejscami jest nawet z górki.

Tuż przed schroniskiem na Śnieżniku na rolkach terenowych Skike
Lekkie wypłaszczenie, a w zasadzie obniżenie przed samym schroniskiem dało nam trochę wytchnienia. | foto S. Siedziński

Zastanawiamy się czy nie odbić od razu na Śnieżnik, ale ostatecznie uzgadniamy, że wpierw wpadniemy do schroniska pod Śnieżnikiem na obiad. Takie było bowiem założenie tej wycieczki. Śniadania i kolacje taszczymy ze sobą w plecakach, jednak z obiadami nie zamierzamy się oszczędzać i trasę mamy tak wyliczoną (tym razem opracowywał ją Wojtek!), że w środku dnia zawsze przejeżdżamy przy schronisku lub przez miasto z knajpką, gdzie bez problemu coś zjemy. Dziś stołujemy się w schronisku PTTK Na Śnieżniku. Schabowe z ziemniakami i surówkami znikają w mgnieniu oka. Trzeba przyznać, że obiady, choć nie najtańsze, to robią tu przepyszne. To idealny podkład przed atakiem szczytowym na Śnieżnik ;-)

Śnieżnik na rolkach terenowych Skike – wejście i zjazd!

Po dłuższym odpoczynku ruszamy w kierunku szczytu. Z tego co pamiętałem sprzed parunastu lat, to szlak prowadzący na górę był mocno kamienisty, więc nie wiążę wielkich nadziei z wejściem tam na rolkach terenowych Skike, no ale zobaczymy. Wojtek już na początku podejmuje rozsądną decyzję – ukrywa plecak w krzakach z dala od szlaku, dzięki czemu dziarsko rusza do przodu. My z Krzysztofem wnosimy cały nasz dobytek ze sobą do góry. Na początku nie jest źle, choć sporo tu kamieni. Wkrótce docieramy też do drogi… Tak, drogi prowadzącej na szczyt. Większość z Was pewnie kojarzy, że na Śnieżniku powstaje wieża, a w zasadzie już niemal powstała. Jakoś trzeba było wszystko wwieźć na górę, więc powstała droga. Być może nie jest to droga dla zwykłych samochodów, ale sprzęt budowlany po niej jeździł.

Wejście na Śnieżnik na rolkach terenowych Skike
Podejście na Śnieżnik powyżej schroniska - szeroką, dopiero co przygotowywaną drogą. Niestety zdjęcie nie oddaje w pełni tego, jak tam jest stromo. | foto S. Siedziński

Droga jest obecnie utwardzana i wyrównywana, aby mogła lepiej służyć turystom. Co jakiś czas przejeżdża po niej terenowa wywrotka zwożąca piasek na ułożone wcześniej kamienie. Dla nas to wymarzona sytuacja. Oczywiście nie jest to gładka szutrówka, ale mocno nachylona, ledwo utwardzona kamienista droga, ale pozwala klasykiem wejść na sam szczyt. Oczywiście z wieloma przystankami po drodze i dość spokojnym tempem. Ale żeby było bardziej oficjalnie ;-), to 2.09.2022 we trzech zdobywamy Śnieżnik na Skikach!!!

Na Śnieżniku na rolkach terenowych Skike
To już szczyt! Śnieżnik zdobyty na rolkach terenowych Skike :-) | foto S. Siedziński

A wracając do rzeczywistości, to niestety nowa wieża na Śnieżniku nie prezentuje się jakoś wyjątkowo, raczej przytłacza ciężką konstrukcją. Poza tym jej sens jest znikomy, bo ze szczytu widać całą panoramę (oprócz tej części, którą przesłania wieża).

Zjazd ze Śnieżnika na rolkach terenowych Skike
Choć widoczność niezbyt dobra, to jednak widok na Kotlinę Kłodzką jest niesamowity. | foto S. Siedziński

Spoglądamy między innymi w kierunku czeskiej strony i wijących się tam w dolinach dróg. Czyżby to był kolejny pomysł na super wycieczkę? Po krótkim pobycie na szczycie, gdzie dość mocno wiało, zjeżdżamy.

Zjazd ze Śnieżnika na rolkach terenowych Skike
Na górze trochę wiało, więc już zjeżdżamy. W tle nowa wieża na Śnieżniku, a na pierwszym planie Krzysztof tańczy na kamieniach. | foto S. Siedziński

Nie jest łatwo. Jest na tyle stromo, że cały czas trzeba jechać na dwóch hamulcach, a i tak gnamy w dół dość szybko. Co jakiś czas robimy postój na schłodzenie klocków hamulcowych i opon.

Zjazd ze Śnieżnika na rolkach terenowych Skike
Takie fragmenty to nic nadzwyczajnego na naszym szlaku. Po prostu trzeba się mocno pilnować i mieć doskonałą równowagę ;-) | foto S. Siedziński

W jednym miejscu trzeba praktycznie zejść przez skalne progi, ale wszyscy bezpiecznie docieramy do schroniska. Wojtek na końcu, bo musiał jeszcze znaleźć plecak w krzakach :-) Tutaj robimy sobie mały postój, bo przed nami kolejna porcja zjazdów. W schronisku uzupełniamy też zapas wody na wieczór i na jutrzejszy poranek.

Po schroniskiem na Śnieżniku na rolkach terenowych Skike
Jeszcze tylko krótki postój pod schroniskiem i możemy ruszać w dalszą drogę. | foto S. Siedziński

W kierunku Doliny Kamienicy na rolkach terenowych

Spod schroniska ruszamy żółtym szlakiem w dół, aby na najbliższym skrzyżowaniu skręcić w prawo w szlak rowerowy, który cały czas w dół poprowadzi nas do Doliny Kamienicy. To miał być łatwy i przyjemny fragment, jednak nawierzchnia pozostawia sporo do życzenia. Na pierwszym etapie kamienista droga, która wymaga dużego skupienia, żeby się nie przewrócić. Cały czas trzeba mocno kontrolować rolki, żeby się nie rozjechały i nie stanęły na jakimś większym kamieniu. Po skręcie już wydaje się, że droga się nieco polepszy, kiedy wpadamy na bruk z kamienia. Na klasycznym kamiennym bruku może jeszcze nie byłoby tak źle, ale tutaj mamy kamienie położone krawędziami w poprzek, aby woda nie spływała drogą, ale w razie opadów rozchodziła się na boki. Po czymś takim wygodnie jeździ się być może wozem drabiniastym, ale nie na rolkach. Wstrząsy sprawiają, że niemal plomby wypadają nam z zębów. Trochę wytchnienia daje trawa i mech, które na niektórych fragmentach rozgościły się pomiędzy kamieniami i amortyzują wstrząsy.

Zjazd ze Śnieżnika w Dolinę Kamienicy na rolkach terenowych Skike
I to są właśnie osławione bruki przy zjeździe ze Śnieżnika w stronę Doliny Kamienicy. Jazda po tym wymaga naprawdę sporych umiejętności i dość dużej prędkości. Jeśli jedzie się za wolno, rolki po prostu nie chcą się toczyć. | foto S. Siedziński

Po kilkuset metrach mamy już dosyć tego podłoża, ale musimy jeszcze zgubić nieco wysokości. Chcemy zanocować możliwie nisko, bo temperatury w nocy mają spadać w okolice kilku stopni powyżej zera. Ostatecznie mocno zmęczeni tym zjazdem docieramy do miejsca noclegu, który znajdujemy na wzgórzu, z dala od drogi. Jest jeszcze chwila do zmroku, więc na spokojnie przygotowujemy hamaki.

Na rolkach terenowych Skike
Świetny pierwszy dzień wyprawy, bez upadków u awarii sprzętu. Było naprawdę fantastycznie, ale trzeba poszukać miejsca na nocleg. | foto S. Siedziński

To był wymagający dzień, ale zakończony pełnym sukcesem. 31 km i 1100 m przewyższenia to może nie szczyt naszych możliwości, ale w tak trudnym terenie dało nam w kość. Co najważniejsze weszliśmy i zjechaliśmy ze Śnieżnika na rolkach terenowych, więc największe podjazdy na tej wyprawie już za nami. Na pewno nie jest to trasa dla początkujących miłośników jazdy na rolkach terenowych. Żeby ją w miarę komfortowo pokonać, trzeba mieć bardzo duże doświadczenie w jeździe w trudnym terenie, ale jeśli szukacie nowych wyzwań, z pewnością warto ją rozważyć. A tymczasem musimy nieco wypocząć prze kolejnym dniem, więc po wieczornych rozmowach każdy zawija się w śpiwór i zasypia bez najmniejszych problemów.

 

Tutaj znajdziecie całą trasę wycieczki.

 

Dzień drugi Dolina Kamienicy – Przełęcz Sucha – Paprsek – Dolina Białej Lądeckiej

Delikatne słońce prześwituje przez korony drzew i opiera się o nasze hamaki. Dobrze było rozbić się na wzgórzu, dzięki czemu pierwsze promienie słońca ze wschodu docierają wprost do naszego skromnego obozowiska. A warto o nim wspomnieć, bo „hamakowanie”, jak je nazywamy, to coraz popularniejszy, choć jeszcze cały czas niszowy sposób nocowania. Wszystkie 3 noclegi w czasie naszej mini wyprawy spędzamy w lasie na hamakach. Zupełnie na dziko, bez dodatkowych wygód, ale za to z jaką atmosferą...

w hamaku
Pobudka w hamaku to sama radość. Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na kilka łatwych pytań, w stylu gdzie są moje spodnie, gdzie wieczorem powiesiłem buty itp. Później jest już tylko łatwiej :-) | foto S. Siedziński

Kto nigdy nie nocował w środku lasu, koniecznie powinien spróbować tego typu noclegu. To coś zupełnie wyjątkowego, pozwalającego w pełni oderwać się od miejskiego stylu życia. Dlaczego akurat hamaki, a nie namioty? Z prostej przyczyny – są o wiele wygodniejsze i bardziej funkcjonalne. Lasów u nas dostatek, więc i ze znalezieniem odpowiedniego miejsca na nocleg nigdy nie ma problemu. Nie trzeba szukać płaskiej powierzchni, bez kamieni, gałęzi itp. Wystarczy tylko kilka drzew w odpowiedniej odległości. Na naszej trzyosobowej wyprawie czasami wystarczały tylko 3 – w trójkącie.

obozowisko hamakowiczów
Tak prezentuje się nasz pierwszy obóz w całej okazałości. Miejsce idealne, no i pogoda bardzo nam sprzyjała. | foto S. Siedziński

Zawieszony między drzewami hamak służy jednocześnie za krzesło, leżak i łóżko. Żeby do niego wejść, po prostu w nim siadamy. Odpada nam problem wczołgiwania się do namiotu wieczorem i wyczołgiwania się rano. Od deszczu chronią nas rozwieszone nad hamakami tarpy, czyli płachty turystyczne. Dzięki nim nie zmokniemy w razie opadów, a do hamaków nie sypią się liście czy szyszki. Wiele osób wątpi, czy w hamaku można się wygodnie wyspać. Osobiście zdecydowanie bardziej wolę hamak, niż spanie na karimacie w namiocie. Jest miękko, a hamak dostosowuje się do kształtu ciała. I nie do końca jest tak, że musimy spać w hamaku niczym banan. W modelach turystycznych można położyć się na ukos, co skutkuje tym, że leżymy niemal wyprostowani. Niektórzy sądzą, że w takim hamaku jest zimno. To też nieprawda. Wystarczy tylko odpowiedni śpiwór oraz izolacja od spodu. Niektórzy wkładają do hamaka matę albo materac, jednak optymalnym rozwiązaniem jest zastosowanie podpinki – czyli wieszanego od spodu jakby dodatkowego śpiwora. Takie rozwiązanie w połączeniu z optymalnym śpiworem pozwala się komfortowo wyspać nawet przy bardzo niskich temperaturach. No i na koniec najważniejsze – hamaki nie zostawiają w lesie żadnych śladów. Po ich odwiązaniu z drzew i spakowaniu całego ekwipunku zostawiamy za sobą taki sam trop, co buszujący po lasach grzybiarze, a w zasadzie jeszcze mniejszy, bo nie zbieramy grzybów ;-)

obozowisko hamakowiczów
A tu już się pakujemy. Zaraz nie będzie po nas śladu. | foto S. Siedziński

Dolina Kamienicy – Przełęcz Sucha na rolkach terenowych

No ale trochę długo o tych hamakach, a mało o wyprawie. Poranek minął szybko,ale bez pośpiechu. Była owsianka, herbata, kawa i co kto tylko zabrał ze sobą do plecaka z myślą o śniadaniach. Z lasu wyturlaliśmy się na szutrową drogę i znów założyliśmy ciężkie plecaki. Oj po pierwszym dniu dość mocno je czuć. Ale nic to, ruszamy w dół. Po paruset metrach już jakoś idzie.

Szutry na rolkach Skike
Pierwsze metry znów z plecakami nie były łatwe, ale dość szybko się rozgrzaliśmy. | foto S. Siedziński

Zjeżdżamy szutrową i kamienistą drogę w kierunku asfaltu wijącego się wzdłuż potoku Kamienicy. Gdy tam docieramy mamy wybór – zjechać w dół na północ asfaltem i zakręcić w Dolinę Morawki, nadrabiając dużo kilometrów, albo przeciąć grzbiet wprost na wschód – jednak tutaj będzie bardzo stromo, a nawierzchnia będzie bardzo słaba. Po wczorajszym nadmiarze wstrząsów wybieramy więc pierwszą opcję i ruszamy łagodnym asfaltem w dół.

Stronie Ślaskie rolkach Skike
Szlaki do narciarstwa biegowego w Gminie Stronie Śląskie – tym razem zwiedzamy je na kółkach. To tutaj podjęliśmy decyzję, że jedziemy jednak dookoła asfaltem. | foto S. Siedziński

Wkrótce przekonujemy się, że to była słuszna decyzja, kiedy tylko przy drodze ukazuje się Browar Kamienica. Miejsce senne, ale czynne. Choć w nogach zaledwie kilka kilometrów, stajemy na chłodne napoje.

W międzyczasie odkrywam, że gdzieś musiałem złapać gumę i prawie nie mam już powietrza w przednim kole. Nie mogło być lepszego momentu na zmianę kółka. Słońce przyjemnie grzeje, niektórzy sączą lokalne piwo, niektórzy kompocik, a czas sobotniego poranka powoli płynie. Ach zostalibyśmy tutaj dłużej, gdyby nie to, że jeszcze prawie nic dzisiaj nie przejechaliśmy. Zbieramy więc manatki i ruszamy na asfalty. Ten odcinek jest całkiem przyjemny. Najpierw lekko z góry do głównej drogi w Bolesławowie, a później nagły zwrot w kierunku Nowej Morawy.

Nowa Morawa rolkach Skike
Podjazd asfaltem wśród sielskich krajobrazów. Jesteśmy już za Nową Morawą, więc do postoju już blisko. | foto S. Siedziński

Tutaj jest już pod górę i co jakiś czas wyprzedza nas samochód zmierzający w stronę granicy. Na szczęście nie ma tragedii i ruch nie jest bardzo duży. Tak beztrosko zmierzamy do naszego następnego postoju. Ostatnia wiata przed granicą wyznacza również miejsce, w którym znów oddalimy się nieco od asfaltu. Stąd szlak prowadzi wprost na Przełęcz Suchą.

Odpoczynek na rolkach Skike
Pojedli, popili, mogą jechać! Przed nami szutrowo-kamieniste podejście na Przełęcz Suchą. | foto S. Siedziński

Znów trafiamy na szutrowo-kamienistą drogę, która bardzo stromo pnie się do góry. Tuż obok, na potoku zbudowano sztuczne progi, które mają nieco spowolnić spływanie wody w czasie ulewy. Dziś to będzie nasze najdłuższe podejście, więc nie spieszymy się zbytnio, ale też nie ociągamy. Miarowym krokiem zdobywamy kolejne metry wysokości.

Podejście na Przełęcz Suchą na rolkach terenowych Skike
Jest stromo, a podejście długie. Trzeba rozłożyć siły. No i jakoś tak więcej zdjęć się wtedy robi ;-) | foto S. Siedziński

Ja wpadam w swój rytm i nawet nie zauważam, że za nami przez chwilę w oddali było widać Śnieżnik. Ostatecznie jednak po ponad godzinnej walce z kamieniami i stromizną docieramy na Przełęcz Suchą.

Przełęcz Sucha na rolkach terenowych Skike
W końcu dotarliśmy. Przełęcz Sucha, a my cali mokrzy. Trochę trzeba było potuptać, ale naprawdę warto. | foto S. Siedziński

To między innymi tutaj jeździmy zimą na nartach biegowych. To ciekawe wrażenie przemierzać te same trasy latem na rolkach terenowych. Niby jest tak samo i pewne elementy rozpoznaje się od razu, ale jednak inaczej. Gdzieś brakuje tego pół metra śniegu ;-) Po wejściu na taką górę należy się mały piknik, więc rozsiadamy się wygodnie w trawie i ucztujemy. W międzyczasie wypytujemy się rowerzystów o warunki na drogach, którymi zamierzamy dziś jeszcze jechać o nawierzchnię. Wychodzi na to, że nie będzie źle.

Przełęcz Sucha na rolkach terenowych Skike
Zasłużony odpoczynek na Przełęczy Suchej. To już ostatni czas na takie pikniki w trawie. Już niedługo przyjdą pierwsze chłody i odpoczynki będzie trzeba robić na stojąco. | foto S. Siedziński

Przełęcz Sucha – Paprsek – świetna terenowa droga na Skike

No i rzeczywiście. Ruszamy na Dukt nad Spławami, czyli na początek asfalt i to jaki! Bajkowa droga wije się między drzewami. Asfalt może nie jest najlepszej jakości, ale na rolki terenowe jest wprost idealny. Taka jazda to sama przyjemność. Ten fragment trasy mija nadspodziewanie szybko i już docieramy do miejsca, gdzie znów schodzimy z asfaltu. Ostre, ale krótkie podejście pozwala nam przejść na drugą stronę granicy – do Czech. Zimą zjazd tędy na nartach wymaga pewnych umiejętności. Tym razem jednak idziemy pod górę, no i nie ma śniegu. Po drugie stronie granicy trafiamy na szutrową drogę, która poprowadzi nas w kierunku Schroniska Paprsek.

Czechy na rolkach terenowych Skike
Jesteśmy już w Czechach. Zimą pełno tu ludzi, ale latem ciężko kogoś spotkać. Cała droga jest dla nas! | foto S. Siedziński

Po Czeskiej stronie mimo, że droga jest szutrowa i kamienista, to jakby lepiej utrzymana. Rolki jakoś chętniej się po niej toczą. Dodatkowo przez większość trasy jest lekko z górki, więc takie podróżowanie przez las to sama przyjemność. W zimie zawsze jest tu sporo narciarzy, ale teraz, u schyłku lata, nie spotykamy żywej duszy. Turyści pojawiają się dopiero na głównym szlaku nieopodal schroniska.

Czechy na rolkach terenowych Skike
Zdjęcie z cyklu „gdzie jest Krzysztof?” ;-) Trasa jest naprawdę fantastyczna i na rolkach terenowych z dużymi kołami można ten odcinek dość komfortowo przejechać (ale typowo klasykiem). | foto S. Siedziński

Skoro już dotarliśmy do schroniska, to oczywiście nie mogło się obyć bez klasycznego czeskiego obiadu. Na stół trafiają trzy zestawy smażonego sera z frytkami. W porównaniu z wczorajszym schabowym i bogatym zestawem surówek, dzisiejsze danie wygląda nieco ubogo, ale po tylu kilometrach nikt nie zamierza wybrzydzać. Wszystko znika z talerzy w mgnieniu oka.

Paprsek posiłek
Posiłek w schronisku Paprsek. Ser i frytki zniknęły w kilkadziesiąt sekund po tym zdjęciu. Jednak na rolkach terenowych można spalić sporo kalorii. Szczególnie w górach. Szczególnie z ciężkim plecakiem. Szczególnie jeżdżąc w trudnym terenie. | foto S. Siedziński

Obserwując piękną panoramę snujemy dalsze plany. Jest jeszcze dość wcześnie, a więc z pewnością ruszymy dalej i postaramy się znaleźć miejsce na nocleg gdzieś w Dolinie Białej Lądeckiej. Wkrótce robi się nam już nieco chłodno i postanawiamy się zbierać.

Paprsek – dolina Białej Lądeckiej

Pierwszy etap do granicy jest pod górkę, więc możemy się dobrze rozgrzać. Szybko dojeżdżamy do granicy i znów jesteśmy w Polsce.

Czechy na rolkach terenowych Skike
Pozor! Wracamy na polską stronę granicy. Jeszcze tylko jeden trudny zjazd i prawie będziemy na końcu dzisiejszego etapu. | foto S. Siedziński

Tu czeka nas jeszcze tylko bardzo stromy i kamienisty zjazd prowadzący do drogi szutrowej przy rzece Białej Lądeckiej. Jest trudno, ale wszyscy zjeżdżamy bez wywrotki. Stąd miało być już łatwo - zjazd łagodną doliną wzdłuż rzeki. No i niby jest łatwo, bo z górki, ale miejscami jednak trudno, bo szutrowa droga bywa zasypana większymi, luźnymi kamyczkami, na których trzeba mocno uważać, żeby się rolki nie rozjechały na boki. Im bliżej Bielic jesteśmy, tym bardziej rozglądamy się za miejscem na nocleg. Zawsze najbezpieczniej jest rozbijać się w środku lasu, z dala od drogi i jakichkolwiek gospodarstw czy domów. Pierwsza miejscówka jest niestety nietrafiona - brak odpowiednich drzew. Jednak drugi strzał jest w pełni udany. Tym razem teren wydaje się nieco bardziej podmokły, ale i tak znajdujemy świetne miejsce, żeby rozwiesić 3 hamaki blisko siebie. Ten wieczór jest nieco dłuższy, bo wszyscy jesteśmy bardziej wyspani. Gawędzimy więc przy kubku czegoś mocniejszego, a w świetle latarek po trawach i mchach buszują pająki.

noc
A tyle widać w naszym obozowisku w nocy. No może trochę więcej, bo jednak ludzkie oko jest znacznie doskonalsze niż obiektyw aparatu w smartfonie, ale w każdym razie można tu dobrze odpocząć do intensywnych świateł. | foto S. Siedziński

Zdecydowanie nie jest to miejsce dla osób mających arachnofobię. Czas jednak szybko leci i w końcu wszystkich morzy sen... W środku nocy w lesie słychać jakieś ryczenie. To najprawdopodobniej jelenie na rykowisku. Są daleko, więc przewracam się na drugi bok i zasypiam kamiennym snem po dniu pełnym wrażeń.

 

Tutaj znajdziecie całą trasę wycieczki.

 

Ciąg dalszy wkrótce...

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoplo.pl