Blog o rolkach terenowych Skike i nie tylko

Tutaj znajdziesz artykuły o wszystkim, co jest związane z rolkami terenowymi. Piszemy na podstawie własnych doświadczeń. Sprawdź testy sprzętu, relacje z wypraw, porady odnośnie serwisowania rolek terenowych, a także szczegóły dotyczące techniki jazdy.

Posty o rolkach terenowych
Inny wymiar turystyki, czyli na rolkach terenowych w Górach Izerskich i Karkonoszach. 0
10.jpg

Opisywana wyprawa miała miejsce w 2015 roku, wtedy też powstała ta skromna relacja. To jedna z moich pierwszych kilkudniowych wypraw na rolkach terenowych. Opis większości tras pozostaje nadal aktualny – w górach czas płynie nieco wolniej niż w miastach. To zachęta i inspiracja dla wszystkich miłośników rolek terenowych do spróbowania swych sił na dłuższych odcinkach, pomimo niedoskonałości w technice jazdy czy konieczności przemieszczania się z nieco większymi plecakami. A zatem przejdźmy do relacji:

Rolki terenowe zawsze fascynowały mnie względną swobodą poruszania się po wielu rodzajach nawierzchni. Nie jesteśmy w tym przypadku tak mocno ograniczeni, jak w przypadku tradycyjnych rolek, czy nartorolek, do wybierania tylko najlepszych asfaltów, ale możemy docierać znacznie dalej. Stąd też zrodził się pomysł nieco dłuższej i bardziej wymagającej wyprawy na czterech kółkach i dwóch kijach. Skład osobowy wycieczki prosty – tylko dwóch zapaleńców - mój ojciec i ja.

Przejazd miał w dużej mierze charakter testowy, stąd też wybór padł na dobrze już znane z zimowych wypadów na biegówkach okolice Jakuszyc i Harrachova. Niewielkie jak na tereny górskie przewyższenia i możliwość zaplanowania trasy ze względnie dobrą nawierzchnią okazały się strzałem w dziesiątkę - ale po kolei.

Pierwszy problem to bagaż podczas kilkudniowego wyjazdu. Z konieczności musiały pojawić się plecaki. Wbrew pozorom jazda ze średniej wielkości plecakiem nie nastręcza bardzo dużych problemów. Testowe kilometry, jeszcze przed wyruszeniem na trasę, pozwoliły nabrać nieco doświadczenia z dodatkowymi kilogramami na plecach. Oczywiście dynamika jazdy nieco na tym cierpi, ale do turystycznego tempa takie ograniczenia są w pełni do zaakceptowania. Polecam spróbować wszystkim, którzy się wahają- wygląda to na trudniejsze niż jest w rzeczywistości.

Pakujemy plecaki i szykujemy rolki Skike
Szykowanie rolek terenowych i pakowanie plecaków w Jakuszycach. Zaraz wyruszymy na trasę. | foto S. Siedziński

Jeśli chodzi o sprzęt z kółkami to posłużyły nam, sprawdzone już na wielu kilometrach tras, Skike V07 120. Bardzo prosta konstrukcja i możliwość błyskawicznego zdejmowania i zakładania okazały się zbawienne na wielu odcinkach.

Dzień pierwszy, czyli krótka rozgrzewka i znajome klimaty w schronisku Orle.

Punktem startowym naszego krótkiego wypadu były Jakuszyce - polska stolica narciarstwa biegowego. Latem to zupełnie inny widok niż w czasie śnieżnej zimy - tam gdzie przebiegają tresy narciarskie w wielu miejscach rośnie trawa po kolana. Spokój jaki panuje w tym miejscy w czasie sobotniego popołudnia to zupełne przeciwieństwo prawdziwego szaleństwa w czasie zimowych imprez, a już tym bardziej Biegu Piastów.

Pierwszy etap to niewymagający wielkiego wysiłku przejazd do schroniska Orle, ponieważ godzina startu była już dość późna - 18:00. Asfalt prowadzący do schroniska to kilka kilometrów przyjemnej jazdy- w każdym bądź razie na pompowanych kołach. Na tradycyjnych nartorolkach może to już być większe wyzwanie, ponieważ nawierzchnia nie jest zbyt gładka. Odcinek wydaje się idealny dla osób stawiających pierwsze kroki na terenówkach, a chcących pokonać już jakąś konkretną trasę.

Na Skike w schronisku Orle
Schronisko Orle - spotkanie lata z zimą, nowego ze starym. Rolki terenowe Skike i zabytkowe narty "grzeją się" przy piecu. | foto S. Siedziński

Dzień drugi- czyli trochę rolek i trochę wędrowania.

Ambitnie ustalona trasa zakładała zrobienie pętli i powrót do tego samego schroniska na noc. Założeniem wyprawy była jednak pewna doza spontaniczności, także cały bagaż powędrował z nami, na wypadek gdyby plany uległy zmianie.

Pierwszy etap, z założenia pieszy, prowadził ze schroniska Orle do mostu na Izerze i dalej do Czech. Zejście do rzeki i ostre podejście z drugiej strony to jednak nie tereny do rolkowania. Duże kamienie i mnóstwo korzeni sprawiły, że rolki wylądowały przytroczone do plecaków. Jednak już po przejściu około 3 km i okrążeniu wzgórza Bukovec zaczyna się szuter, którym bez problemu można zjechać do głównego parkingu w Jizerce. Stąd rozchodzi się kilka tras asfaltowych, które są uczęszczane głównie przez rowerzystów. Jedziemy na wprost wybierając trasę, która wygląda najodpowiedniej na rolki- Promenadni Cesta. Asfalt bardzo dobrej jakości wręcz zachęca do nieco szybszej jazdy.

Na Skike po asfalcie
W Czechach znajdziemy wiele asfaltowych dróg świetnej jakości. To doskonały wybór na dłuższe wycieczki na Skike z plecakiem. | foto S. Siedziński

Po drodze mijamy kilku rowerzystów. Niestety, podczas całej eskapady nie spotkamy żadnego nartorolkarza. Czego innego spodziewaliśmy się po czeskiej ziemi, ale może to w znacznej mierze wynikać z doboru tras - profil większości z nich zawierał jednak dość strome zjazdy i podjazdy, niezbyt lubiane przez amatorów letniej wersji narciarstwa biegowego.

Po całkiem przyjemnym początku dotarliśmy do zmiany nawierzchni. Betonowe płyty ułożone w dwóch wąskich rzędach na szerokość samochodu, odgrodzone głęboką trawą. Póki trasa prowadzi po płaskim lub lekko z górki, jedzie się całkiem przyjemnie. Przy większym nachyleniu trzeba uruchomić ręce w 100%, aby wepchnąć się na górę. Wąska ścieżka nie pozwala prawie w ogóle na pracę nóg. Teraz jest właściwy moment do rozważania zakupu modelu z ruchomą piętą i blokadą łożysk ;-)

Skike na betonowych płytach
Jazda na rolkach Skike po betonowych płytach nie jest łatwa, szczególnie pod górę. Trasa ma jednak niepowtarzalny urok. | foto S. Siedziński

Płyty jednak w końcu ustąpiły, a my dojechaliśmy do głównego odcinka drogi wyłożonego przepięknym asfaltem - punkt oznaczony na mapie jako letni kiosk. Sklepik rzeczywiście jest i nawet otwarty. Krótki postój na uzupełnienie płynów i ruszamy dalej w stronę Smreku. Drogi naprawdę fantastyczne. Szlaki oznaczone na czeskich mapkach jako przystosowane dla niepełnosprawnych witają wyśmienitym asfaltem. Super jedzie się zarówno z góry, jak i pod nią. Kolejne kilometry mijają bardzo szybko, aż do wspinaczki przed samym Smrekiem. Dość mocno nachylony podjazd trawersuje zbocze i trzeba się solidnie namęczyć. Po drodze mija nas jednak grupa kolarzy szosowych pozdrawiając i zagrzewając do walki- oni już mają z górki. Końcem wspinaczki na rolkach jest dla nas odbicie od drogi niebieskiego szlaku pieszego, który niemal w linii prostej zaprowadzi nas praktycznie na sam szczyt.

Ze Skikami na Smrk
Ostatni odcinek szlaku na Smrk pokonujemy pieszo. Skiki podróżują z nami przytroczone do plecaków. | foto S. Siedzinski

Smrek (Smrk 1124m n.p.m.) to najwyższy szczyt po czeskiej stronie Gór Izerskich. Dodatkową atrakcją jest wieża widokowa z fantastyczną panoramą okolic. Pomimo nie najlepszej widoczności z łatwością lokalizujemy Jizerkę, w której zaczynaliśmy dzisiejszą trasę. W porównaniu do przebytych do tej pory szlaków, tutaj witają nas prawdziwe tłumy. Duża w tym zasługa kolejki linowej ze Świeradowa Zdroju, która wielu osobom ułatwia „podejście” na tę wysokość. Po szybkim oglądzie sytuacji ruszamy dalej pieszo, znów przekraczając granicę i kierując się do schroniska Na Stogu Izerskim. O dziwo częściowo trasa jest przejezdna na rolkach, co wymaga trochę gimnastyki i mnóstwo uwagi, ale zabawa jest wyśmienita, a miny mijanych piechurów - bezcenne.

W schronisku po polskiej stronie tłumy ludzi. Udaje się jednak znaleźć wolny stolik i zasłużony schaboszczak ląduje na talerzu. Potem szybka konsultacja trasy i wybór pada na Drogę Telefoniczną. Aby do niej dotrzeć znów musimy się nieco wrócić w stronę granicy. Droga, kojarzona jako bardzo fajna na rowerze górskim, okazuje się nie do końca przyjazna na rolkach terenowych. Dość luźny szuterek z większymi kamieniami wymaga 100% skupienia. Na szczęście droga cały czas lekko opada, co znacznie ułatwia poruszanie się- nie wyobrażam sobie jazdy po niej w przeciwnym kierunku.

Droga Telefoniczna na Skike
Przejazd szutrową drogą telefoniczną na Skike nie należy do najłatwiejszych, ale bez problemu dajemy radę nawet z dużymi plecakami. | foto S. Siedziński

Po drodze spotyka nas mała niespodzianka - łapię swoją pierwszą gumę na rolkach terenowych. Szczerze mówiąc po tych kliku sezonach myślałem już, że to praktycznie niemożliwe. Co ciekawsze, z późniejszego łatania okazało się, że do przebicia przyczynił się najzwyczajniejszy kawałek szkła. Na szczęście mamy koła zapasowe, które w kilka minut uzdatniają moje rolki do jazdy. Co prawda przy tej okazji okazuje się, że kółko od rolek Powerslide, które wożę ze sobą od pół roku, zupełnie do Skike nie pasuje z powodu zbyt szerokiej piasty, ale od czego jest ojciec i jego zapasy ;-)

Z Drogi Telefonicznej docieramy w końcu do asfaltu na Polanie Izerskiej. Stąd już tylko przyjemny zjazd do Chatki Górzystów na krótki odpoczynek i ruszamy dalej w kierunku Orle. Wiemy już, że nasz plan się powiedzie i zdążymy przed zmrokiem. Ten kawałek drogi to szutry, miejscami z większymi kamieniami, wystającymi z dość dobrze ubitej drogi. Ogólnie przejezdna, ale rozpraszać się zbytnio nie można. Droga wiedzie przez fantastyczne torfowiska, które zimą przy silnym wietrze zamieniają się w śnieżną pustynię- co prawda skromnego formatu, ale podczas zawiei i tutaj można zgubić drogę. Schronisko Orle wita nas jak zwykle gościnnie. Pokonane w tym dniu kilometry (w sumie ok. 36) dają o sobie znać. Pomimo rekreacyjnego tempa, wysoka temperatura i plecaki doskonale wyciągnęły z nas całą energię. Wieczorem tylko szybkie łatanie dętki i ustalenie wstępnego planu na następny dzień.

Dzień trzeci – czyli „to nie jest mój dzień”

Dzień rozpoczynamy od pożywnego śniadania na świeżym powietrzu przed schroniskiem. I tu dopada mnie pierwszy sygnał, że to nie mój dzień. Przyplątana osa trafia mnie prosto w ramię, co skutecznie psuje mi humor na pierwszą część dnia. Na szczęście pięknie świecące słońce i pierwsze odepchnięcia na Skike szybko zmieniają nastawienie do dalszej podróży. Spod schroniska wyruszamy w kierunku na Jakuszyce drogą asfaltową. Po solidnej rozgrzewce na podjeździe docieramy do skrzyżowania pod Działem Izerskim i wybieramy zielony szlak w stronę granicy. Początkowo trudny szuter zmienia się w masę wystających, dużych kamieni, które praktycznie uniemożliwiają dalszą jazdę - musimy się wycofać. Na rolki terenowe zdecydowanie nie polecam. Odwrót asfaltem w kierunku Jakuszyc staje się koniecznością. Postanawiamy zjechać do Harrachova najkrótszą drogą, czyli szosą. Pobocze robi się komfortowo szerokie jedynie w okolicy przejścia granicznego. Poza tym to bardzo wąski pas asfaltu, z rowem odwadniającym po jednej stronie i szosą zaraz za białą linią. Z braku innych dróg ta jednak nie jest najgorsza. Jest to sam zjazd, więc kilometry szybko mijają i po niedługim czasie jesteśmy na miejscu.

W samym Harrachovie oczywiście nie odbyło się bez odwiedzenia sklepu sportowego. Asortyment jednak nieszczególny, nartorolki tylko sportowe i to też w niedużej ilości. Za to wciąż dużo sprzętu narciarskiego. Centrum jak zawsze pełne ludzi i tętniące życiem. W takich okolicznościach robimy przerwę w okolicy dworca autobusowego. Tutaj po raz drugi dostaję sygnał, że to nie do końca mój dzień. Podczas zakładania plecaka kolejna osa bierze mnie na cel- tym razem na barku- ogólnie nie polecam, szczególnie jeśli ma się perspektywę spędzenia całego dnia z dość ciężkim plecakiem. Plan na dziś zakładał, że dotrzemy do położonego nad Harrachovem Wodospadu Mumlavsky. Początek asfaltowej drogi i napotkane tam nieprzebrane rzesze turystów skutecznie zniechęcają nas jednak do lawirowania z kijami między kolejnymi turystami. Wpadamy zatem na jakże kuszący pomysł szybkiego i „bezwysiłkowego” zdobycia niezłej wysokości. Zjeżdżamy do centrum i już po chwili siedzimy w wygodnych krzesełkach, które zawiozą nas na Certovą Horę (1012m n.p.m.). Obsługa wyciąga trochę zdziwiona i zaskoczona naszym sprzętem pyta co chcemy tu robić i z pewną obawą sugeruje, że zjeżdżanie po stokach w lecie jest surowo zabronione- no ale przecież aż tak terenowi to my nie jesteśmy.

Siedząc rozparci na wygodnym krześle leniwie mijamy słynną skocznię mamucią. W lecie jej stan wygląda na opłakany, jednak zimą musi prezentować się wspaniale. Patrząc skąd wybijają się skoczkowie dochodzę do wniosku, że należałoby trochę zmienić definicję sportów ekstremalnych i zdecydowanie loty narciarskie powinny się do nich zaliczać.

Po szybkim ubraniu rolek na szczycie rozpoczynamy zjazd niebieskim szlakiem w kierunku miejscowości Studenov. Początek z jednym drobnym upadkiem w trawie całkiem udany. Dobrze ubita ziemia z nielicznymi kamieniami sprzyja zjazdom.

Zjazd na Skike po nartostradzie
Zaraz po zejściu z wyciągu trafiamy na szeroki odcinek, który w zimie jest nartostradą. | foto S. Siedziński

Ten odcinek szlaku nie jest zbyt prosty, ale możliwy do przejechania. Zjazd na samym końcu z kamieniami wymaga jednak chwilowego spieszenia. Za miejscowością Studenov kontynuujemy niebieski szlak. Zagrodzona droga asfaltowa to idealne miejsce na rolki terenowe. Całość biegnie w lesie, gdzie można cieszyć się chłodem nawet w upalny dzień. Podążając na wschód napotykamy po drodze parę solidnych podjazdów, które wyciskają z nas siódme poty. W takich okolicznościach przyrody, już dosyć zmęczeni docieramy do skrzyżowania Rucicky. Od tego punktu według naszych oczekiwań miało być już tylko lepiej- tzn. w większości w dół. Oczekiwania lubią się jednak rozmijać z rzeczywistością. Na tym rozwidleniu przesiadamy się na zielony szlak sunący w dół w kierunku Harrahova, aby skręcić w pierwsze rozwidlenie w prawo- Kladova Cesta, trasa która okrąża szczyt Plesivec i pozwoli nam znaleźć się nad Mumlavom. Przed wjazdem na asfalt robotnicy dosłownie ściągają oznaczenie o świeżym asfalcie i bezwzględnym zakazie ruchu. Z pozoru nic lepszego nie mogło nam się trafić. Jednak ponad 30-sto stopniowe upały mogą wiele zmienić. A już na pewno nie sprzyjają twardnieniu asfaltu. Już po pierwszych metrach przekonujemy się, że nie będzie to jazda jak po maśle, ale raczej w maśle i to nieźle roztopionym. Czuć, że rolki po każdym odepchnięciu przebywają dystans nieporównywalnie krótszy niż na normalnym asfalcie. To trochę jakby cały czas jechać po cieniutkiej warstwie piasku. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że na takiej nawierzchni groty kijków trzymają fenomenalnie.

Skike na nowym asfalcie
Nowy asfalt czekał, zupełnie jakby został przygotowany specjalnie dla nas. | foto S. Siedziński

Pomimo wydawałoby się łagodnego profilu tego odcinka na mapie cały czas dość ostro pniemy się w górę. Mnie dodatkowo dopinguje trzecia osa, która trafiła mnie pod kolanem. Nie wiem czy to dobrze wpływa na organizm, ale jedzie mi się całkiem dobrze. Pomijając drobne wypłaszczenia, prawdziwy zjazd, dość stromy zaczyna się jednak dopiero kawałek przed dojazdem do rzeki Mumlavy. Trzeba uważać żeby nie rozpędzić się zanadto, ale hamulce doskonale spełniają swoje zadanie.

W ogóle jeśli chodzi o hamulce, to jednak podstawa w górskim terenie. Te w Skikach spisywały się znakomicie i to pomimo dodatkowego obciążenia na plecach. Bardzo dobrze radziły sobie nawet na długich zjazdach. Mocno nagrzewają się metalowe elementy stykające się bezpośrednio z oponą i to w zasadzie tyle. Przez cały wyjazd „udało” nam się lekko nadtopić jedną z opon najprawdopodobniej na jakimś dłuższym odcinku. Poza tym wszystko działało tip-top. Jeśli chodzi o hamowanie w terenie na luźniejszej nawierzchni to trzeba uważać na całkowite zablokowanie tylnych kół, bo rolki mają wtedy tendencję do uślizgiwania się bokiem. Jeśli kontrolujemy toczenie się tylnego kółka, to można zjeżdżać z naprawdę stromych górek.

Nad potokiem Mumlava w punkcie zwanym Krakonosova Snidanie podejmujemy decyzję o dotarciu do schroniska Vosecka Bouda jako najbliższego sensownego noclegu. Trasa jest jednak maksymalnie wymagająca, polecam wszystkim, którzy chcą potrenować żelazną kondycję lub wypluć płuca. Pierwszy odcinek to stromy asfalt całkiem przyzwoitej jakości, który pnie się aż do rozdroża Pod Voseckou boudu. Stąd już tylko bardzo stromy szuter, w który niestety zostały wkomponowane przepusty wodne o szerokości w którą idealnie wpasowują się kółka rolek.

Przeszkody na Skike
Na górskich drogach trzeba być szczególnie uważnym na Skikach. | foto S. Siedziński

Ich przejeżdżanie przy tym nachyleniu terenu i sypkiej nawierzchni to prawdziwy test dla równowagi, i wybicia z kijków. Po wyczerpujących zmaganiach docieramy jednak do schroniska, gdzie czeka nas długo wyczekiwany, mocno spóźniony obiad i spokojny pokoik ze świetnym widokiem na trasę którą tu zmierzaliśmy. Z tego ostatniego podjazdu jestem najbardziej zadowolony- więc może to jednak, tak nie do końca, nie mój dzień?

Dzień czwarty czyli malowniczy i spokojny powrót na polską stronę.

Rześki wiatr o poranku doskonale pobudza nas do drogi powrotnej. Na początek krótki zjazd tą samą stromą droga którą przebyliśmy do schroniska. Przy takim zagęszczeniu odwodnień w poprzek trasy, zjazd wcale nie jest dużo łatwiejszy od podjazdu. Po zjechaniu do asfaltu skręcamy w prawo na drogę zwaną na mapie Terex – Janouskova Cesta. Bardzo przyjemna trasa. Trochę zakrętów, trochę z górki, trochę pod górkę. Pogoda fenomenalna do takiej jazdy- pełnia słońca i letni wietrzyk. Tego dnia plecaki już zupełnie nie przeszkadzają i jedzie się dużo lżej. Pierwsza połowa trasy to całkiem ładny asfalt. Humorów nie psuje nam nawet pana złapana przez ojca. Szybka wymiana kółka i drobne korekty w jego ustawieniu i możemy mknąć dalej.

Skike - szybka zmiana koła
Drugi kapeć w trakcie wycieczki. To właśnie dlatego nigdzie nie ruszam się bez zapasowego kółka Skike. Wymiana to tylko kilka minut opóźnienia. | foto S. Siedziński

Po jakimś czasie asfalt niestety się pogarsza. Dla rolek terenowych nie jest to duża przeszkoda- po prostu toczymy się trochę wolniej, na nartorolkach tradycyjnych raczej słabo przejezdne. W dość dobrym tempie docieramy do skrzyżowania koło Alfredki. Tutaj jedziemy prosto – ma być niby łagodniej niż jeśli byśmy skręcili w prawo za niebieskim szlakiem. Tak super łagodnie to jednak nie jest i można nabrać solidnej prędkości. Dodatkowo zjazdu nie ułatwia asfalt starego typu, gdzie połowa nawierzchni to wystające kamyczki. Co jakiś czas trzeba zaliczyć odpoczynek i dać wytchnąć wytrzęsionym nogom. Droga prowadzi nas prosto do szosy nieco poniżej przejścia granicznego w Jakuszycach. Poboczem pod górę do Jakuszyc i około południa kończy się nasza przygoda Skikowa w Izerach.

Podsumowując wyprawę można powiedzieć, że turystyczne podróżowanie na rolkach terenowych jak najbardziej ma rację bytu, nawet w terenach górzystych. Pokonane w 4 dni w bardzo rekreacyjnym tempie 85 km jest tego najlepszym przykładem. Podstawa to dobór dobrej lub w miarę dobrej nawierzchni oraz chęć zaliczania spacerów w razie konieczności. Jeśli chodzi o sprzęty to spisały się znakomicie i poza kilkudziesięcioma dodatkowymi rysami na spodzie ramy i dwoma dziurami w dętkach nic im nie dolega. Także nie pozostaje obecnie nic innego, tylko szlifować formę i planować kolejne wyprawy.

To już koniec wycieczki Skike
Jaki ociec, taki syn! Wspólne zdjęcie na mecie wyprawy Skike. | foto S. Siedziński

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoplo.pl